CÓRKA SŁOŃCA
Cześć, nazywam się Kate Rush i mam 15 lat. Mam długie blond loki i oczy, które mają kolor jak najczystsze niebo. Uwielbiam przebywać na słońcu, co robię dosyć często. Mieszkam w Californii. Tutaj cały rok świeci słońce (z niewielkimi wyjątkami).
Pewnie jesteście ciekawi jak znalazłam się w Obozie Herosów. Tak? No to czytajcie dalej.
Nareszcie. Dzisiaj był ostatni dzień szkoły. Świadectwo przysłali do domu.
- Kate, twoje świadectwo! – Krzyczała moja mama trzymając kopertę w rękach.
Rozerwałam kopertę i wzięłam moje świadectwo do ręki.
- Tak! Zdałam! Po raz pierwszy nie wywalili mnie ze szkoły!
Przez moją wrodzona dysleksję i ADHD co roku wywalali mnie z różnych szkół.
- Gratulacje. Wybierasz się dzisiaj z dziewczynami na plażę?
- Zapomniałabym na śmierć. Dzięki za przypomnienie. Muszę lecieć. Pa! - Wybiegłam z domu najszybciej jak potrafiłam.
- Kate! Szybciej! – Zawołały chórem moje przyjaciółki.
Wsiadłam do samochodu Jane, który miał wściekle żółtą karoserię. Za chwilę byłyśmy już na plaży Santa Monica. Znalazłyśmy sobie najlepsze miejsca i rozłożyłyśmy ręczniki na ciepłym od słońca piasku.
Po mojej prawej leżała na swoim ręczniku Lilly. To ona jest moją najlepszą przyjaciółką. Ma blond włosy oraz czarne oczy. Kilka piegów na twarzy pojawiło się jej od długiego przebywania na słońcu. Właśnie z nimi wygląda najładniej.
Pozostałe dwie dziewczyny to Jane i Leyla czarnowłose ślicznotki. Ich rodzice są nieźle nadziani, ale nikt o tym nie wie oprócz naszej czwórki. Nalezą one również do szkolnej grupy cheerleaderek. Są naprawdę dobre w tym co robią.
Ja leżałam na cieplutkim piasku i opalałam się. Nagle poczułam zimny chłód. Nie przejęłam się nim, bo pomyślałam, że za chwilę przejdzie. Myliłam się.
- Wolałabym już wracać do domu. Zrobiło się jakoś dziwnie zimno – oznajmiła Leyla. - Po za tym już dawno powinnam być w domu.
Pogoda naprawdę się popsuła. Na niebie pojawiły się burzowe chmury, do tego jeszcze ten zimny wiatr zamienił się w lodowaty.
- Masz rację, niech każda weźmie swoje rzeczy i wraca do swojego domu – powiedziałam.
Pożegnałam się z dziewczynami i ruszyłam w kierunku przystanku autobusowego. Niestety na mój autobus musiałam czekać aż 25 minut.
Zaczęło padać. Z początku lekko, potem zaś szalała już ulewa. Po kilku minutach byłam cała mokra. Prawdę mówiąc wyglądałam jak zmokły pies. Woda płynęła po mnie strumieniami. W dodatku słońce zasłaniały ogromne burzowe chmury.
Po pewnym czasie długo wyczekiwany autobus przyjechał. Jak najszybciej do niego wsiadłam. Zdziwiłam się gdy zobaczyłam w środku tylko jedną osobę, bo w Californii zawsze autobusy są przepełnione. Na samym końcu siedziała jakaś starsza kobieta. Pewnie była bardzo stara i nie powinna za dobrze widzieć. Usiadłam na samym początku. Przez cała drogę czułam na swoich plecach jej wzrok przeszywający mnie na wylot.
Nagle autobus zaczął się trząś. po chwili z silnika wydobyło się niewielkie bum i pojazd stanął na środku ulicy. Z głośnika w autobusie wydobył się głos kierowcy ogłaszający komunikat:
- Niestety wszyscy pasażerowie są zmuszeni do opuszczenia pojazdu w trybie natychmiastowym. Dzisiaj autobus nie będzie w stanie ruszyć. Za utrudnienia serdecznie przepraszamy.
- Świetnie. Teraz będę musiała wracać do domu na piechotę - powiedziałam.
Kiedy wysiadłam z autobusu zauważyłam, że nareszcie przestało padać. Odwróciłam się, żeby zobaczyć, czy ta kobieta z autobusu też wysiadła. Nie było jej tam. Zaczęłam iść w stronę domu. Jakąś milę od miejsca gdzie zepsuł się autobus poczułam, że ktoś mnie śledzi. Poszłam więc na pobliski parking samochodowy. W pewnym momencie odwróciłam się i zobaczyłam tę kobietę z autobusu. Miała takie żółte oczy jak kolor karoserii samochodu Jane. Zaczęła biec w moją stronę. Zdziwiła mnie jej obecność jak i zarówno to, ze miała sprawność dwudziestolatki. Po kilku sekundach staruszka zamieniła się w 3 metrowego potwora. Miała głowę lwa, ciało kozy, a ogon węża. Z jej paszczy buchał ogień.
Ja stałam w miejscu jak wryta ze strachem na nią patrzyłam. Nawet nie zauważyłam pędzącego moją stronę chłopaka w greckiej zbroi i z mieczem w rękach. Chwycił mnie za rękę i zaczął ciągnąć mnie w stronę małego czerwonego fiata. Ja nawet nie drgnęłam. Właśnie w tej chwili słońce wyszło zza chmur. Jeden promień padł na mnie i to wystarczało, bym odzyskała zmysły. Otrząsnęłam się i zaczęłam biec najszybciej jak potrafię w stronę samochodu. Ona była jednak szybsza. Stanęła nam na drodze do auta. Naglę wydałam z siebie dziki krzyk, który sprawił, że potwór został oszołomiony i oślepiony jego światłem, które wydobywało się ze mnie. Chłopak w zbroi wykorzystał ten moment i wrzucił jej do paszczy ogromny miedziany miecz. Miedź w połączeniu z ogniem zaczęła się topić zalewając wnętrzności potwora. Za chwile zostało po nim tylko złoty pył, który za chwilę rozwiał wiatr.
- Jak ty to zrobiłaś?
- N-nie wiem, ale czuję się wyczerpana.
- Muszę cię natychmiast zawieźć do obozu, a stamtąd zadzwonimy do twojej matki.
- Ja nie chcę - powiedziałam stłumionym głosem.
- Nie marudź. Nie zrobimy ci krzywdy.
- No.. dobrze. Jedźmy.
Wsiedliśmy do samochodu. Jechaliśmy w stronę jakiegoś lasu w Long Island. W końcu nie zniosłam panującej ciszy w samochodzie.
- Kim ty w ogóle jesteś?
- Mam na imię Patrick, a ty?
- Ja jestem Kate.
Teraz mogłam się dokładnie jemu przyjrzeć. Miał ciemne włosy, niebieskie oczy i bardzo łagodny wyraz twarzy. Cały czas się uśmiechał.
- Jesteśmy na miejscu - oznajmił.
- Aha. Co to za miejsce?
- Obóz Herosów.
Gdy wysiedliśmy z samochodu, zaczęliśmy wspinać się na wzgórze. Z daleka zobaczyłam smoka, który spał zwinięty wokół sosny. Kiedy się zbliżyliśmy do niego uniósł miedziany łeb. Spojrzał na mnie swoimi żółtymi oczami i warknął tak, jakbym miała być jego obiadem.
- Peleusie, to jest Kate. Nowa obozowicza. Nie jedzenie - powiedział Patrick.
- Co to jest? – Pytając wskazałam coś podobnego do baraniej skór, tylko, ze to było złote.
- Złote runo. Jego magia strzeże granic obozu przed potworami i śmiertelnikami.
- Aha.
- Co ci jest? Dobrze się czujesz?
- T-tak.
Po czym musiałam zemdleć, ponieważ obudziłam się dopiero w miejscu, które wyglądało jak pokój gościnny w czyimś domu.
- Nareszcie się obudziłaś.
Przy moim łóżku siedział Patrick. Jak zwykle się uśmiechał.
- Cześć - powiedziałam.
- Twoja matka już wie o tym, że tu jesteś.
- Hm. Gdzie ja jestem?
- W pokoju gościnnym Wielkiego Domu.
- Zastanawia mnie ten potwór. Czy to była Himera?
- Nie powinnaś wymawiać ich imion. Nawet tutaj, ale tak to była ona.
- Aha, a co to było za światło? Te, które wydobywało się ze mnie.
- Każdy heros jest obdarzony mocą swojego rodzica. Tylko, że mniejszą.
- Który z Bogów mógłby być moim ojcem?
- Najprawdopodobniej to Apollo, ale nic nigdy nie wiadomo.
- Chyba zadaje za dużo pytań.
- Nie, pytaj o co tylko chcesz.
Zastanowiłam się przez chwilę o co zapytać najpierw. Tyle miałam pytań. W końcu zapytałam Patricka.
- Który z Bogów jest twoim rodzicem?
- Jestem synem Ateny.
- Aha. Jak mnie w ogóle znalazłeś?
- Nie umiem tego wytłumaczyć. Po prostu przeczucie.
- Z tego wszystkiego zapomniałam ci podziękować za to, że mnie uratowałeś.
- Hmm… Tak naprawdę, to ty też w pewnym sensie się uratowałaś. Oślepiłaś Ją.
Wtedy do pomieszczenia wszedł centaur. Spojrzał się na mnie z uśmiechem i rzekł.
- Kate! Witaj w Obozie Herosów. Nazywam się Chejron i jestem tutaj głównym opiekunem.
- Dobry wieczór.
- Patricku zabierz Kate na kolację do pawilonu – powiedział Chejron.
Patrick pomógł mi wstać z łóżka, a wtedy ruszyliśmy na wzgórze, na którym stała kantyna. Oświetlały ją pochodnie zawieszone na kolumnach. Pośrodku sali stał brązowy trójnóg wielkości wanny, na którym płonął ogień. Zauważyłam, że każdy domek miał swój stolik. Na każdym stole leżał biały obrus z purpurowym haftem. Przy każdym stoliku siedzieli obozowicze. Nie było pustego stolika.
- Kate dzisiaj jeszcze będziesz siedziała przy stoliku numer jedenaście z dziećmi Hermesa – powiedział do mnie Chejron.
Nie sprzeczałam się. Usiadłam przy stole domku Hermesa. Spytałam się Patricka, czemu nie mogę usiąść do innego stolika.
- Jesteś nieokreślona. Nie powinnaś siedzieć przy stole innego Boga. Przynajmniej dopóki nie zostaniesz określona, a Hermes jest Bogiem podróżników i na pewno przyjmie cię uważając za wędrowca.
- Aha.
Usiadłam przy stoliku numer jedenaście. Wszyscy przywitali mnie radośnie. Nagle przypomniało mi się również, ze Hermes jest również Bogiem złodziei. Włożyłam więc wszystkie cenne rzeczy do kieszeni bluzy i zapięłam ją na zamek błyskawiczny.
- Pora, by złożyć Bogom ofiarę - odezwał do mnie Patrick.
- Dobra, czyli mam robić to co inni?
- Nałóż jedzenie na srebrną tacę, podejdź do trójnogu, wrzuć posiłek do ognia wymawiając prośbę do Bogów. Możesz im również podziękować itd.
- Fajnie
- Radzę ci, żebyś porosiła Bogów, żeby twój Boski rodzic cię określił.
Zrobiłam to co mi powiedział Patrick. Nałożyłam na srebrną tacę kilka hamburgerów i ruszyłam w stronę trójnogu. Przy ogniu było bardzo ciepło. Niedaleko od niego siedziała mała dziewczynka podtrzymująca ogień w palenisku. To była Hestia. Podeszłam do ognia.
- Ojcze, proszę określ mnie – mówiąc to wrzuciłam zawartość srebrnej tacy do ognia. Zapach o dziwo nie przypominał smrodu spalonego jedzenia. Pachniał gorącą czekoladą, hamburgerami z grilla, świeżo upieczonymi bułeczkami, kwiatami i innymi rzeczami, którymi nie powinien pachnieć dym. Przez chwilę wydawało mi się nawet, że widzę w ogniu złote słońce. Okazało się jednak, że wszyscy obecni je widzieli.
- To był znak. Kate, zostałaś określona! – Patrick powiedział to z takim optymizmem w głosie, że poczułam się jakbym dokonała czegoś wielkiego.
- Cisza! – Za nami rozległ się głos Chejrona. – Od teraz oficjalnie zostałaś określona.
- Ja nie wiem, co mam powiedzieć – z trudem wydukałam.
- Obozowicze – odezwał się Chejron. – Oto Kate. Córka Apollona.
Wszyscy obozowicze zaczęli mi wiwatować. Niektórzy nawet podchodzili do mnie z gratulacjami. Chociaż niczego nie dokonałam, to czułam się jak bohaterka. Nawet Patrick mi pogratulował.
W taki oto sposób zostałam przydzielona do domku numer siedem i dowiedziałam się, że Apollo jest moim ojcem. Postanowiłam również zostać na cały rok w Obozie Herosów. Nie miałam ochoty iść do szkoły, z której na pewno w następnym roku by mnie wywalili. Mojej mamie również spodobał się ten pomysł. Obiecałam jej, że będę ją dosyć często odwiedzała. W końcu może poczuć się samotna. Ważne, ze wszystko zakończyło się dobrze. Mam nadzieje, że jutrzejszy dzień będzie wyglądał normalnie i nic sie nie stanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz