sobota, 14 lipca 2012

MOJE NOWE ŻYCIE


MOJE NOWE ŻYCIE
            Obudziłam się następnego dnia z myślą, czy wczorajszy dzień nie był tylko wytworem mojej wyobraźni i czy na pewno moim ojcem jest sam Apollo. Szybko jednak uświadomiłam sobie, że to wszystko było prawdą, ponieważ zobaczyłam nade mną kilka twarzy. Wszyscy się do mnie uśmiechali i w pewnym momencie poczułam się naprawdę nieswojo.
    -  Cześć Kate! Miło nam cie poznać. Witamy w domku nr jedenaście!- powiedziała dziewczyna w kasztanowych włosach.- Wstawaj. Oprowadzę cię po domku, ale najpierw powinnaś wziąć prysznic. Tak poza tym, to jestem Blair.
            Obdarzyła mnie uroczym uśmiechem odsłaniając rządek bialutkich zębów. Zaprowadziła mnie do łazienki i pokazała mi przygotowaną dla mnie wczoraj szafkę z ręcznikami i przyborami toaletowymi.
   - Jakby co możesz pożyczyć moją suszarkę. Wieczorem dostaniesz swoją- powiedziała wskazując na jedną z wielu szafek.
   - Dzięki. Nie wiem co powiedzieć.
   - To nic takiego. Nie dziękuj.
            Uśmiechnęła się do mnie promiennie i wyszła zostawiając mnie samą w łazience. Wyjęłam szampon, mydło i ręcznik, który powiesiłam na wieszaku koło prysznica. Zamknęłam drzwi, zdjęłam ubranie i rzuciłam niedbale na podłogę. Weszłam do kabiny prysznicowej i odkręciłam kurek. Natychmiast zaczął lecieć na mnie strumień ciepłej wody. Zaczęłam wcierać szampon w siebie i  we włosy. Czułam jak zmywam resztki wczorajszego potu po przygodzie z potworem. Szczerze mówiąc nigdy wcześniej prysznic nie sprawił mi tak dużej satysfakcji. Spłukałam całkowicie szampon z włosów i zakręciłam kurek. Owinęłam się ręcznikiem i podeszłam do umywalki zostawiając mokre ślady stóp na podłodze. Spojrzałam na moje odbicie w lustrze. Zobaczyłam w nim dziewczynę. Ładną dziewczynę, która właśnie zaczęła nowe życie. Niby nic się w tym odbiciu nie zmieniło, ale jednak było coś co uległo zmianie. Moje długie blond loki leżały zmoczone na ramieniu, niebieskie oczy koloru najczystszego nieba patrzyły na mnie spokojnie. Zbliżyłam twarz do lustra aby przyjrzeć się im bliżej. W prawym oku na brzegu tęczówki zauważyłam małą może milimetrową granatową plamkę. –„O nie, znowu to samo.”- pomyślałam sobie.
            Wyjęłam z szafki Blair suszarkę i zaczęłam delikatnie suszyć włosy (tak żeby ich nie spalić). Ciepły strumień powietrza rozwiewał mi włosy susząc je delikatnie. Poczułam się jak na plaży w mojej kochanej Californi. Przypomniałam sobie moje przyjaciółki i moją mamę. Czy już nigdy ich nie zobaczę? Przecież nawet nikt tu nie ma telefonu.
Wytarłam się dokładnie ręcznikiem. Założyłam bieliznę i ubrania które znalazłam w szafce. Jeansy rurki, Conversy i jakiś pomarańczowy T-shirt. Nie miałam okazji nawet co jest na nim napisane, bo zza drzwi słychać było pukanie i prośby o szybsze opuszczenie łazienki. Pomyślałam, że musze się zobaczyć z Patrickiem. Brudne rzeczy wrzuciłam do kosza na pranie i wyszłam.
Tak jak myślałam Patricka zobaczyłam na placu, na którym walczył na miecze z jakimś blondynem. Uśmiechnęłam się do niego i usiadłam na dużym dość kamieniu przyglądając się jak stacza pojedynek. Jego mięśnie napinały się za każdym razem kiedy zadawał cios lub się bronił. Jego ciemne włosy prawie zasłaniały mu oczy. Aż trudno uwierzyć, że w tak przeraźliwie chudym człowieku jest tyle siły. Wcześniej nie miałam okazji mu się dobrze przyjrzeć.
   - Hej Słońce!- rzucił do mnie przewracając przeciwnika na ziemie i przykładając mu do gardła ostrze miecza. Uśmiechnął się i podał mu rękę aby pomóc mu wstać. Zaczął iść w moim kierunku.
   - Co powiedziałeś?!- zapytałam zdziwiona tym jak mnie nazwał.
   - Słońce. Przecież jesteś córką Apolla- uśmiechnął się do mnie szarmancko.- Czy zjesz ze mną lunch?
   - Oczywiście, że tak. Ale po za tym, to jestem tu nowa i nie za bardzo orientuję się co mam tutaj robić. A ty pewnie masz dużo zajęć.- Uśmiechnęłam się do niego niepewnie.
   - Masz ładny uśmiech- powiedział.- A co do zajęć to masz ogromne szczęście. Niewiele osób dostaje drugiego dnia pobytu tutaj misję. Będziesz musiała wybrać 3 kompanów na podróż.
   - Podróż?! To gdzie będziemy jechać? I  kogo mam wybrać?
   - Nie wiem. Zastanów się, masz czas do wieczora- powiedział uśmiechając się do mnie.
            Miał co najmniej metr dziewięćdziesiąt. Ja gapiłam się jak głupia w jego wielkie niebieskie oczy. Kiedy przyłapał mnie na przyglądaniu się jemu od razu odpaliłam:
  - Co to był za typek z którym walczyłeś?
  - To jest Max, mój najlepszy kumpel i chłopak Blair. Chyba już ją poznałaś.
  - Tak, pokazała mi łazienkę i jeszcze kilka rzeczy.
  - Taaa..Widzę że już założyłaś koszulkę Obozu Herosów.
  - Wzięłam pierwszy lepszy t-shirt.
  - Chodź coś ci pokażę!- Złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Przez chwilę biegliśmy tak przez jakiś czas aż dotarliśmy na plażę przy Wielkiej Rzece.
  - Łaaaał!!! Plaża, słońce, woda. Tak jak u mnie- powiedziałam gapiąc się dookoła z ogromnym zacieszem.
  - Ładnie co? Wiedziałem, że ci się spodoba.
  - Pięknie.- powiedziałam z zachwytem.- Dzięki, że mnie tu zabrałeś.
  - Niema za co!
             Usiadł na piasku. Ja położyłam się obok niego ciesząc się słońcem na twarzy oraz ciepłym i złocistym piaskiem. Przez chwilę leżałam z zamkniętymi oczami i czułam jak wzbiera we mnie energia na cały dzień. Otworzyłam oczy i zauważyłam jak Patrick się mi przyglądał.
   - Masz takie jasne włosy jak ten piasek. Prawie się zlewają ze sobą. – Potem spojrzał na mnie i się uśmiechnął.- Idziemy coś zjeść? Później najwyżej tutaj wrócimy. Co ty na to?
   - No pewnie. Chodźmy.
            Pomógł mi wstać i poszliśmy na wzgórze w stronę kantyny. Gdy doszliśmy na miejsce każde z nas wzięło tacę i nałożyło sobie kilka rzeczy, po czym wrzuciliśmy je do płonącego trójnogu. Hamburgera złożyłam w ofierze dla mojego boskiego rodzica.
            Usiadłam na kamieniu z budyniem i colą w ręce. Patrick szybko się do mnie przyłączył. Usiadł sobie na kamieniu, twarzą do mnie. Cały czas zastanawiałam się nad tym kogo wybiorę i jaką misję dostanę. Wiedziałam jedno: nie ma mowy żeby Patrick nie pojechał.
   - Siemanko!- powiedział chłopak Blair do Patricka.- Witam, nazywam się Max- rzekł wyciągając do mnie rękę.
   - Jestem Kate. Miło mi.
   - Widzę Patrick że nareszcie znalazłeś sobie dziewczynę, a wypierałeś się, że nie będziesz jej mieć!
   - Spadaj! Kate nie jest moją dziewczyną. To tylko moja… przyjaciółka.
   - Tak szybko?- zdziwił się Max.
   - Uratował mi życie. Gdyby się nie zjawił w odpowiednim momencie to byłoby po mnie- uśmiechnęłam się do Patricka.
   - Okey, a wiec już zapewne po wspólnej misji ja, ty, Patrick i Blair zostaniemy najlepszymi przyjaciółmi, a między tobą a tym osłem coś zaiskrzy.- dał kuksańca w bok Patrickowi i uśmiechnął się do mnie.
   - Nie rozumiem, Ja, Blair, ty i Patrick? Skąd wiesz że to wy ze mną pojedziecie?
   - Znasz tylko nas- uśmiechnął się do mnie i Patricka.
            Faktycznie, miał rację. Nie znałam tu nikogo prócz nich. Kogo innego miałabym wybrać?
   - Idziemy postrzelać z łuku? – zapytał Max przerywając moje rozważania.
   - Pewnie! Kate, co ty na to? – powiedział Patrick.
   - Z chęcią bym poszła, ale nie umiem strzelać z łuku.
   - Patrick cię nauczy. Jest świetnym łucznikiem, ale nie lepszym ode mnie.
   - No chyba nie! Hahahaha! Oboje wiemy, że to ja jestem w większości rzeczy lepszy od ciebie.
   - Ale ja mam dziewczynę a ty jeszcze nie.- Co miało znaczyć to ‘jeszcze’? Mogłam się tylko zastanawiać.
   - Spadaj. Możemy już iść? Kate patrzy na nas jak na świrów.
   - Hahahaha! I tak na misji zobaczę jacy jesteście naprawdę.
            Ruszyliśmy w kierunku areny. Po drodze spotkaliśmy kilku obozowiczów, którzy machali gdy nas widzieli.
   - Dziewczyny z domku Afrodyty są sexy, ale nie tak jak moja Blair- Powiedział z uśmiechem Max.
   - Tak może i są ładne, ale większość jest pusta. Potrafią tylko siedzieć przed lustrem, malować się i czesać- powiedział Patrick.
            Dotarliśmy nareszcie na miejsce. Na środku areny walczyli młodzi herosi, a po boku manekiny dostawały ciosy od innych obozowiczów. Dostrzegłam z lewej strony strzelnicę. Ruszyliśmy ku niej. Stało tam co najmniej z 15 tarcz strzelniczych.
   - Weź łuk i strzałę- powiedział do mnie Patrick.
            Wzięłam srebrny łuk i strzałę. Zobaczyłam ja Max próbował celować z zamkniętymi oczami w sam środek.
   - Pokaże ci jak to zrobić- powiedział Patrick.
            Podszedł do mnie i objął mnie od tyłu pokazując jak mam trzymać łuk i strzałę. W chwili w której złapał mnie za rękę aby napiąć cięciwę poczułam jak przez całe ciało przeszły dreszcze. Przyciągnął do siebie strzałę i puścił ją tak aby mogła trafić w tarczę.
   - Łał!! Trafiła w sam środek! Jak ty to..
   - Mówiłem, że jestem dobry Słońce.
   - Heh. To się nazywa skromność.
   - Spróbujesz teraz sama?
   - No nie wiem. Okey, spróbuję- powiedziałam.
            Napięłam cięciwę i puściłam strzałę. Trafiła na sam brzeg tarczy.
   - Jednak z tobą wychodzi mi lepiej- powiedziałam do Patricka.
   - Co jest gołąbeczki?- Zapytał Max.
   - Nic. Nauczyłem Kate strzelać z łuku. Jeszcze słabo jej idzie, ale z czasem się nauczy- obdarzył mnie tym samym zalotnym uśmiechem co rano.
   - Hej Kate! – pomachała biegnąca w naszą stronę Blair.- Cześć kochanie- powiedziała i pocałowała Maxa w usta.- No i cześć Patrick. Tak myślałam, że tu będziecie. Właśnie idę na plażę poopalać się i popływać. Idziecie ze mną?
   - Ja z miłą chęcią. Kocham przebywać na słońcu. W końcu jestem córką Apolla- powiedziałam do Blair.- A wy? Idziecie z nami?
   - Ja idę. Popływam sobie i pogapię się na moją piękną dziewczynę- powiedział Max i objął Blair ramieniem.
   - Mi też nie zaszkodzi popływać.- Uśmiechnął się do mnie Patrick.
   - No to idziemy!- klasnęła radośnie w ręce Blair.
Kiedy doszliśmy na miejsce rozłożyliśmy ręczniki, po czym poszłam z Blair założyć bikini. Gdy jedna się przebierała, to druga zasłaniała się ręcznikiem. Kiedy obie miałyśmy na sobie bikini wróciłyśmy na plażę. Chłopacy podtapiali się w wodzie, a my opalałyśmy się leżąc na ręcznikach.
   - Kate, co myślisz o Patricku? Podoba ci się?- zapytała mnie Blair.
   - Co o nim myślę? Hmm… Jest fajny, przystojny i miły. Lubię go, ale znam go dopiero drugi dzień i nie mogę powiedzieć czy mi się podoba.
   - Ja uważam, że pasowalibyście do siebie- uśmiechnęła się szeroko.
   - No co ty – odwzajemniłam jej uśmiech.
            Leżałyśmy tak i opalałyśmy się. Blair leżała z zamkniętymi oczami. Ja nie mogłam oderwać wzroku od Patricka. Jogo ciemne mokre włosy zasłaniały mu oczy. Po jego mięśniach spływały kropelki wody. Oczy miały kolor zatoki Long Island. W słońcu  zobaczyłam jaki jest piękny. Mógłby być  jakimś bóstwem, a nie herosem.
   - Chodźcie do nas dziewczyny!- zawołał Max.
   - Dawaj Kate! Popływamy sobie- powiedziała Blair.
   - Nie dzięki. Idź sama, ja wole popatrzeć.
   - Okey, ale jak będziesz chciała dołączyć to chodź do nas.
   - Raczej nie.- Uśmiechnęłam się do niej.
            Położyłam się na ręczniku  i zamknęłam oczy. Przez dłuższą chwilę było słychać piski i śmiechy, ale po chwili jakby wszystko ucichło. Pomyślałam, że pewnie robią zawody w najdłuższym wstrzymaniu oddechu pod wodą. Szczerze mówiąc powinnam otworzyć oczy i zobaczyć co się dzieje, ale nie chciało mi się ich otwierać. To był błąd. Nagle koło mnie usłyszałam krzyk i śmiech.
   - Brać ją! – krzyknęli Max i Blair.
            W tym momencie Patrick porwał mnie z ziemi i wziął w ramiona. Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy. To spojrzenie sprawiło, że  znowu dreszcz przeszedł przez moje ciało. Tą chwilę przerwał krzyk Maxa:
   - Do wody!- krzyczał z Blair.
            Patrick w tym momencie jakby oprzytomniał. Uśmiechnął się do mnie pokazując swoje białe ząbki i ze śmiechem zaczął ze mną na rękach biec w kierunku wody.
   - Nie!!- darłam się i piszczałam. Nie chciałam poczuć na skórze uderzenia zimnej wody. Mimo woli zaczęłam się śmiać razem z Patrickiem.
            Nagle wbiegliśmy do wody, co spowolniło bieg. Gdy Patrick był zanurzony  do bioder wywrócił się na plecy wciągając mnie pod wodę. Od razu wstałam i wykręcałam wodę z włosów.
   - Jestem cała mokra!- Krzyknęłam.- Hahahahaha!! A to za to, że mnie wciągnąłeś do wody- powiedziałam do Patricka ochlapując go dużą ilością wody.
            Gdy dumna z tego, że nie dałam za  wygraną miałam wychodzić, poczułam jak ktoś mnie porządnie ochlapał. Odwróciłam się i zobaczyłam usatysfakcjonowaną minę Patricka. Dobrze wiedział, ze nie odpuszczę. Zaczęliśmy się więc chlapać i śmiać, co chwilę przewracając albo wpychając kogoś do wody.
            Chlapaliśmy się, wrzucaliśmy wzajemnie do wody lub po prostu pływaliśmy. Zmęczenie poczuliśmy dopiero wieczorem. Nie jedliśmy  nawet obiadu. Dopiero teraz poczułam chłód wody i poczułam, ze muszę wyjść.
   - Nie wiem jak wam, ale mi jest zimno. Idę na brzeg. Przebiorę się i będę siedziała w ubraniu- powiedziałam.
   - Pomogę Kate się przebrać i sama też się przebiorę- powiedziała Blair.
   - My tez idziemy się przebrać. Do zobaczenia na plaży- powiedział Max i poszedł z Patrickiem.
            Gdy już byłyśmy przebrane, usiadłyśmy na ręcznikach. Po chwili przyszli do nas chłopacy. Było mi zimno. Mimowolnie zaczęłam się trząść. Blair musiała to zauważyć, bo wyjęła z torby dwa duże koce. Wzięła jeden i podała jeden Patrickowi. Przytuliła się do Maxa i okryła siebie i jego kocem. Patrick usiadł koło mnie i okrył mnie i siebie kocem. Nagle głowa zaczęła mi ciążyć. Zamknęłam oczy i oparłam ją o ramię Patricka. Ku mojemu zdziwieniu objął mnie ramieniem i przyciągnął bliżej siebie. Nie wiem ile czasu tak spędziliśmy, ale nagle Max powiedział:
   - Jeżeli chcemy być na kolacji, to musimy już iść. Trzeba dowiedzieć się jaką misję dostaniesz Kate.
            Wiedziałam, że trzeba już iść, ale tak naprawdę chciała jeszcze posiedzieć w objęciu Patricka.
   - Dobra chodźmy już –powiedziałam.
            Pomogliśmy zabrać rzeczy Blair i zanieść je do domku, po czym  poszliśmy w kierunku jadalni. Było już dużo osób na miejscu. Wszyscy jednocześnie spojrzeli się w moim kierunku. Poczułam się masakrycznie głupio. Tak, jakbym co najmniej stanęła przed wszystkimi nago. Spojrzałam na swój strój i stwierdziłam, że wszystko w nim jest okay.
  - Kate!- Niezręczną ciszę przerwał głos Chejrona.- Zastanawialiśmy się wszyscy kiedy przyjdziecie. Długo się zastanawiałem, czy rozsądnie będzie puścić na misję niedoświadczoną heroskę, w dodatku bez odpowiedniego wyszkolenia. –Spojrzał się na mnie i dodał po chwili namysłu.- Jednak postanowiłem dopuścić cię na tą misję..- nie zdążył dokończyć, bo po chwili było słychać niezbyt ciche ,,-Yes!” Patricka. Wszyscy się na niego spojrzeli i zaczęli chichotać pod nosem.- A więc jak mówiłem- kontynuował Chejron.- Pojedziesz na misję, ponieważ jeżeli dałaś sobie rade z potworem to i dasz sobie radę na wyprawie. Kogo chcesz ze sobą zabrać?
  - Patricka, Blair i Maxa- odpowiedziałam, bez najmniejszego zastanowienia.
  - Yes!- Powiedział Patrick, tym razem zdecydowanie głośniej niż wcześniej. Wszyscy na chwilę wybuchli śmiechem.
  - Ciekawe jaką misję dostaniesz- szepnął mi do ucha Patrick, kiedy już nikt się nie śmiał. Przez chwilę czułam jego oddech na swoim karku.
  - Musicie znaleźć Perłę Afrodyty. Nasza wyrocznia poda wam wskazówki co do waszej wędrówki- powiedział Chejron, po czym wskazał ręką na rudowłosa dziewczynę.- Rachel, możesz do nas podejść?
            Dziewczyna ruszyła w moim kierunku. Wzięła mnie za rękę i powiedziała:
  -Nic się nie bój, nie jestem groźna. Zazwyczaj- dodała, po czym nagle jej oczy zaczęły świecić na zielono, a z jej ust uniosła się zielona strużka dymu. Po chwili zaczęła mówić przepowiednię:
Skarb Pani ukryty jest daleko.
Drogę zobaczy jedynie oko morskiego dziecka.
Jednego z was czeka droga bez powrotu.
Podniebna grota da wam schronienie.
Wasza przyjaźń zostanie zachwiana.
Błękitna wyspa chce was uwięzić.

  - To jest totalnie bez sensu. Nic z tego nie można zrozumieć!- krzyknęłam, a w tym momencie dziewczyna wróciła do normalnego wyglądu- Możesz nam wyjaśnić o co w tym wszystkim chodzi?
  - Przykro mi, ale ja nawet nie wiem, co to za przepowiednia. To duch wyroczni mówi przeze mnie. Ja jakby w tym momencie. Hmm.. Coś jakbym na chwilę zasnęła- odpowiada ze smutkiem w oczach rudowłosa dziewczyna.- Naprawdę mi przykro.
            Spojrzałam zagubionym wzrokiem kolejno na Chejrona, Blair, Maxa, po czym mój wzrok zatrzymał się na Patricku. Wszyscy mieli ten sam wyraz twarzy. Nie rozumieli słów przepowiedni, tak jak ja. Nie wiedziałam co zrobić. Odwróciłam się i pobiegłam przed siebie. Na niebie było widać księżyc i gwiazdy. To wszystko tak mnie przytłoczyło, że gdy tylko znalazłam się na plaży, opuściły mnie siły. Upadłam na ciepły jeszcze piasek i zaczęłam płakać. Nawet nie wiedziałam ktoś usiadł koło mnie. Dopiero gdy poczułam jak ktoś delikatnie (żebym się nie przestraszyła) kładzie mi rękę na ramieniu zorientowałam się, że to Patrick.
  - Chodź -powiedział do mnie i przytulił mnie. W jego ramionach czułam się bezpiecznie. Po kilku minutach przestałam płakać.- Już jest okay?- spytał, wycierając mi ręką resztki łez.
  - Tak już wszystko dobrze. Przepraszam. Nie chciałam.. -powiedziałam.
  - Nic się nie stało. Przyjaciele są od tego, żeby pocieszać co nie?
            Nie wiedziałam, co odpowiedzieć, wiec się uśmiechnęłam. Po chwili jednak dodałam:
  -  Dziękuję.
  - Nie ma za co. Myślę, że trzeba już iść. Max i Blair szukają cię w innych częściach Obozu- powiedział. Po czym wstał i podał mi rękę, abym mogła również wstać.
  - Skąd wiedziałeś, gdzie mnie szukać?- spytałam.
  - Nie trudno zgadnąć. Jesteś córką Apolla, i instynktownie ciągnie was na plażę, gdzie możecie się opalać- uśmiechnął się do mnie.
            Ruszyliśmy w stronę domków. Szliśmy w ciszy i podziwialiśmy piękną noc. Gdy dotarliśmy do domku Apollona Patrick powiedział:
  - Musisz się wyspać, ponieważ jutro ruszamy na misję, a to jest twoja pierwsza. Ze sobą weź tylko ubrania i niezbędne rzeczy. Resztę rzeczy ci przygotuję- uśmiechnął się do mnie i już miał iść w kierunku swojego domku gdy powiedziałam:
  - Dziękuję. Dziękuję za wszystko. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy. Jesteś niezastąpiony.
            Patrick się odwrócił, posłał mi jeden z jego promiennych uśmiechów i powiedział:
  - Nie ma za co. Dobranoc.- powiedział. -Mam nadzieję, że nigdy cię nie zawiodę- dodał, tak cicho, że zapewne tylko on siebie usłyszał.
            Weszłam do domku. Od razu dopadła mnie Blair.
  - Kate! Gdzie ty się podziewałaś? Wszędzie cię z Maxem szukaliśmy! Wiesz jak się martwiliśmy?- powiedziała Brunetka i przytuliła mnie do siebie.
  - Przepraszam. Źle się poczułam i poszłam się przejść po plaży. Po chwili przyszedł do mnie Patrick. Powiedział, że wszyscy mnie szukacie i odprowadził mnie do domku.
  - Nigdy nie znikaj bez wiadomości- powiedziała Blair. –Lepiej idź się umyć- rzekła z przekąsem Blair. Uśmiechnęłam się do niej i poszłam do łazienki.
            Po dwóch godzinach wyszłam z łazienki. (Musiałam się dokładnie umyć przed jutrzejsza misją.) Usiadłam na łóżku, po czym wtarłam odżywkę ‘bez spłukiwania’ we włosy. Przygotowałam ubrania na misję po czym wygrzebałam jakiś stary plecak spod łóżka i włożyłam do niego ciuchy. Po chwili z łazienki wyszła Blair.
   - Przejmujesz się tą jutrzejszą misją co?- zapytała.
   - Tak troszkę. Pożyczysz mi suszarkę?- powiedziałam z uśmiechem do niej.
   - Oczywiście, a mogę ja ci wysuszyć włosy?
   - Czemu nie -odparłam. – Jeszcze nikt mi nigdy nie suszył włosów. Zawsze robię to sama.
   - Oh naprawdę nikt ci jeszcze nie suszył włosów? To ja będę pierwsza- klasnęła radośnie w ręce, po czym wzięła suszarkę do ręki.
            Suszyła mi włosy chyba z pół godziny. I widać, że sprawiało jej to przyjemność. Zresztą tak jak mi. Nie spodziewałam, się że to takie fajne uczucie. Gdy miałam już całkowicie wysuszone i rozczesane włosy przez Blair, poszłyśmy spać. Nie miałam kłopotów z zaśnięciem, tak jak się spodziewałam. Po zaledwie minucie odpłynęłam..

Sorki za błędy, ale dopiero ucze się pisać :*

Jak to było na początku, czyli Koniec dotychczasowego życia.


CÓRKA SŁOŃCA

            Cześć, nazywam się Kate Rush i mam 15 lat. Mam długie blond loki i oczy, które mają kolor jak najczystsze niebo. Uwielbiam przebywać na słońcu, co robię dosyć często. Mieszkam w Californii. Tutaj cały rok świeci słońce (z niewielkimi wyjątkami).
            Pewnie jesteście ciekawi jak znalazłam się w Obozie Herosów. Tak? No to czytajcie dalej.

            Nareszcie. Dzisiaj był ostatni dzień szkoły. Świadectwo przysłali do domu.
  - Kate, twoje świadectwo! – Krzyczała moja mama trzymając kopertę w rękach.
Rozerwałam kopertę i wzięłam moje świadectwo do ręki.
  - Tak! Zdałam! Po raz pierwszy nie wywalili mnie ze szkoły!
            Przez moją wrodzona dysleksję i ADHD co roku wywalali mnie z różnych szkół.
  - Gratulacje. Wybierasz się dzisiaj z dziewczynami na plażę?
  - Zapomniałabym na śmierć. Dzięki za przypomnienie. Muszę lecieć. Pa! - Wybiegłam z domu najszybciej jak potrafiłam.
  - Kate! Szybciej! – Zawołały chórem moje przyjaciółki.
            Wsiadłam do samochodu Jane, który miał wściekle żółtą karoserię. Za chwilę byłyśmy już na plaży Santa Monica. Znalazłyśmy sobie najlepsze miejsca i rozłożyłyśmy ręczniki na ciepłym od słońca piasku.
Po mojej prawej leżała na swoim ręczniku Lilly. To ona jest  moją najlepszą przyjaciółką. Ma blond włosy oraz czarne oczy. Kilka piegów na twarzy pojawiło się jej od długiego przebywania na słońcu. Właśnie z nimi wygląda najładniej.
Pozostałe dwie dziewczyny to Jane i Leyla  czarnowłose ślicznotki. Ich rodzice są nieźle nadziani, ale nikt o tym nie wie oprócz naszej czwórki. Nalezą one również do szkolnej grupy cheerleaderek. Są naprawdę dobre w tym co robią.
Ja leżałam na cieplutkim piasku i opalałam się. Nagle poczułam zimny chłód. Nie przejęłam się nim, bo pomyślałam, że za chwilę przejdzie. Myliłam się.
  - Wolałabym  już wracać do domu. Zrobiło się jakoś dziwnie zimno – oznajmiła Leyla. - Po za tym już dawno powinnam być w domu.
            Pogoda naprawdę się popsuła. Na niebie pojawiły się burzowe chmury, do tego jeszcze ten zimny wiatr zamienił się w lodowaty.
  - Masz rację, niech każda weźmie swoje rzeczy i wraca do swojego domu – powiedziałam.
            Pożegnałam się z dziewczynami i ruszyłam w kierunku przystanku autobusowego. Niestety na mój autobus musiałam czekać  25 minut.
            Zaczęło padać. Z początku lekko, potem zaś szalała już ulewa. Po kilku minutach byłam cała mokra. Prawdę mówiąc wyglądałam jak zmokły pies. Woda płynęła po mnie strumieniami. W dodatku słońce zasłaniały ogromne burzowe chmury.
            Po pewnym czasie długo wyczekiwany autobus przyjechał. Jak najszybciej do niego wsiadłam. Zdziwiłam się gdy zobaczyłam w środku tylko jedną osobę, bo w Californii zawsze autobusy są przepełnione. Na samym końcu siedziała jakaś starsza kobieta. Pewnie była bardzo stara i nie powinna za dobrze widzieć. Usiadłam na samym początku. Przez cała drogę  czułam na swoich plecach jej wzrok przeszywający mnie na wylot.
            Nagle autobus zaczął się trząś.  po chwili z silnika wydobyło się niewielkie bum i pojazd stanął  na środku ulicy. Z głośnika w autobusie wydobył się głos kierowcy ogłaszający komunikat:
  - Niestety wszyscy pasażerowie są zmuszeni do opuszczenia pojazdu w trybie natychmiastowym. Dzisiaj autobus nie będzie w stanie ruszyć. Za utrudnienia serdecznie przepraszamy.
 - Świetnie. Teraz będę musiała wracać do domu na piechotę - powiedziałam.
            Kiedy wysiadłam z autobusu zauważyłam, że nareszcie przestało padać. Odwróciłam się, żeby zobaczyć, czy ta kobieta z autobusu też wysiadła. Nie było jej tam. Zaczęłam iść w stronę domu. Jakąś milę od miejsca gdzie zepsuł się autobus poczułam, że ktoś mnie śledzi. Poszłam więc na pobliski parking samochodowy. W pewnym momencie odwróciłam się i zobaczyłam tę kobietę z autobusu. Miała takie żółte oczy jak kolor karoserii samochodu Jane. Zaczęła biec w moją stronę. Zdziwiła mnie jej obecność jak i zarówno to, ze miała sprawność dwudziestolatki. Po kilku sekundach staruszka zamieniła się w 3 metrowego potwora. Miała głowę lwa, ciało kozy, a ogon węża. Z jej paszczy buchał ogień.
            Ja stałam w miejscu jak wryta ze strachem na nią patrzyłam. Nawet nie zauważyłam pędzącego moją stronę chłopaka w greckiej zbroi i z mieczem w rękach. Chwycił mnie za rękę i zaczął ciągnąć mnie w stronę małego czerwonego fiata. Ja nawet nie drgnęłam. Właśnie w tej chwili słońce wyszło zza chmur. Jeden promień padł na mnie i to wystarczało, bym odzyskała zmysły. Otrząsnęłam się i zaczęłam  biec najszybciej jak potrafię w stronę samochodu. Ona była jednak szybsza. Stanęła nam na drodze do auta. Naglę wydałam z siebie dziki krzyk, który sprawił, że potwór  został oszołomiony i oślepiony jego światłem, które  wydobywało się ze mnie. Chłopak w zbroi wykorzystał ten moment i wrzucił jej do paszczy ogromny miedziany miecz. Miedź w połączeniu z ogniem zaczęła się topić zalewając wnętrzności potwora. Za chwile zostało po nim tylko złoty pył, który za chwilę rozwiał wiatr.
  - Jak ty to zrobiłaś?
  - N-nie wiem, ale czuję się wyczerpana.
  - Muszę cię natychmiast zawieźć do obozu, a stamtąd zadzwonimy do twojej matki.
  - Ja nie chcę - powiedziałam stłumionym głosem.
  - Nie marudź. Nie zrobimy ci krzywdy.
  - No.. dobrze. Jedźmy.
            Wsiedliśmy do samochodu. Jechaliśmy w stronę jakiegoś lasu w Long Island. W końcu nie zniosłam panującej ciszy w samochodzie.
  - Kim ty w ogóle jesteś?
  - Mam na imię Patrick, a ty?
  - Ja jestem Kate.
Teraz mogłam się dokładnie jemu przyjrzeć. Miał ciemne włosy, niebieskie oczy i bardzo łagodny wyraz twarzy. Cały czas się uśmiechał.
  - Jesteśmy na miejscu - oznajmił.
  - Aha. Co to za miejsce?
  - Obóz Herosów.
            Gdy wysiedliśmy z samochodu, zaczęliśmy wspinać się na wzgórze. Z daleka zobaczyłam smoka, który spał zwinięty wokół sosny. Kiedy się zbliżyliśmy do niego uniósł miedziany łeb. Spojrzał na mnie swoimi żółtymi oczami i warknął tak, jakbym miała być jego obiadem.
  - Peleusie, to jest Kate. Nowa obozowicza. Nie jedzenie - powiedział Patrick.
  - Co to jest? – Pytając wskazałam coś podobnego do baraniej skór, tylko, ze to było złote.
  - Złote runo. Jego magia strzeże granic obozu przed potworami i śmiertelnikami.
  - Aha.
  - Co ci jest? Dobrze się czujesz?
  - T-tak.
            Po czym musiałam zemdleć, ponieważ obudziłam się dopiero w miejscu, które wyglądało jak pokój gościnny w czyimś domu.
  - Nareszcie się obudziłaś.
            Przy moim łóżku siedział Patrick. Jak zwykle się uśmiechał.
  - Cześć - powiedziałam.
  - Twoja matka już wie o tym, że tu  jesteś.
   - Hm. Gdzie ja jestem?
   - W pokoju  gościnnym Wielkiego Domu.
   - Zastanawia mnie ten potwór. Czy to była Himera?
   - Nie powinnaś wymawiać ich imion. Nawet tutaj, ale tak to była ona.
   - Aha, a co to było za światło? Te, które wydobywało się ze mnie.
   - Każdy heros jest obdarzony mocą swojego rodzica. Tylko, że mniejszą.
   - Który z Bogów mógłby być moim ojcem?
   - Najprawdopodobniej to Apollo, ale nic nigdy nie wiadomo.
   - Chyba zadaje za dużo pytań.
   -  Nie, pytaj o co tylko chcesz.
            Zastanowiłam się przez chwilę o co zapytać najpierw. Tyle miałam pytań. W końcu zapytałam Patricka.
   - Który z Bogów jest twoim rodzicem?
   - Jestem synem Ateny.
   - Aha. Jak mnie w ogóle znalazłeś?
   - Nie umiem tego wytłumaczyć. Po prostu przeczucie.
   - Z tego wszystkiego zapomniałam ci podziękować za to, że mnie uratowałeś.
   - Hmm… Tak naprawdę, to ty też w pewnym sensie się uratowałaś. Oślepiłaś .
            Wtedy do pomieszczenia wszedł centaur. Spojrzał się na mnie z uśmiechem i rzekł.
   - Kate! Witaj w Obozie Herosów. Nazywam się Chejron i jestem tutaj głównym opiekunem.
   - Dobry wieczór.
   - Patricku zabierz Kate na kolację do pawilonu – powiedział Chejron.
            Patrick pomógł mi wstać z łóżka, a wtedy ruszyliśmy na wzgórze, na którym stała kantyna. Oświetlały ją pochodnie zawieszone na kolumnach. Pośrodku sali stał brązowy trójnóg wielkości wanny, na którym płonął ogień. Zauważyłam, że każdy domek miał swój stolik. Na każdym stole leżał biały obrus z purpurowym haftem. Przy każdym stoliku siedzieli obozowicze. Nie było pustego stolika.
    - Kate dzisiaj jeszcze będziesz siedziała przy stoliku numer jedenaście z dziećmi Hermesa – powiedział do mnie Chejron.
            Nie sprzeczałam się. Usiadłam przy stole domku Hermesa. Spytałam się Patricka, czemu nie mogę usiąść do innego stolika.
     - Jesteś nieokreślona. Nie powinnaś siedzieć przy stole innego Boga. Przynajmniej dopóki nie zostaniesz określona, a Hermes jest Bogiem podróżników i na pewno przyjmie cię uważając za wędrowca.
     -  Aha.
            Usiadłam przy stoliku numer jedenaście. Wszyscy przywitali mnie radośnie. Nagle przypomniało mi się również, ze Hermes jest również Bogiem złodziei. Włożyłam więc wszystkie cenne rzeczy do kieszeni bluzy i zapięłam ją na zamek błyskawiczny.
     - Pora, by złożyć Bogom ofiarę - odezwał do mnie Patrick.
     - Dobra, czyli mam robić to co inni?
     - Nałóż jedzenie na srebrną tacę, podejdź do trójnogu, wrzuć posiłek do ognia wymawiając prośbę do Bogów. Możesz im również podziękować itd.
     - Fajnie
     -  Radzę ci, żebyś porosiła Bogów, żeby twój Boski rodzic cię określił.
            Zrobiłam to co mi powiedział Patrick. Nałożyłam na srebrną tacę kilka hamburgerów i ruszyłam w stronę trójnogu. Przy ogniu było bardzo ciepło. Niedaleko od niego siedziała mała dziewczynka podtrzymująca ogień w palenisku. To była Hestia. Podeszłam do ognia.
     - Ojcze, proszę określ mnie – mówiąc to wrzuciłam zawartość srebrnej tacy do ognia. Zapach o dziwo nie przypominał smrodu spalonego jedzenia. Pachniał gorącą czekoladą, hamburgerami z grilla, świeżo upieczonymi bułeczkami, kwiatami i innymi rzeczami, którymi nie powinien pachnieć dym. Przez chwilę wydawało mi się nawet, że widzę w ogniu złote słońce. Okazało się jednak, że wszyscy obecni je widzieli.
     - To był znak. Kate, zostałaś określona! – Patrick powiedział to z takim optymizmem w głosie, że poczułam się jakbym dokonała czegoś wielkiego.
     - Cisza! – Za nami rozległ się głos Chejrona. – Od teraz oficjalnie zostałaś określona.
     - Ja nie wiem, co mam powiedzieć – z trudem wydukałam.
     - Obozowicze – odezwał się Chejron. – Oto Kate. Córka Apollona.
            Wszyscy obozowicze zaczęli mi wiwatować. Niektórzy nawet podchodzili do mnie z gratulacjami. Chociaż niczego nie dokonałam, to czułam się jak bohaterka. Nawet Patrick mi pogratulował.
            W taki oto sposób zostałam przydzielona do domku numer siedem i dowiedziałam się, że Apollo jest moim ojcem. Postanowiłam również zostać na cały rok w Obozie Herosów. Nie miałam ochoty iść do szkoły, z której na pewno w następnym roku by mnie wywalili. Mojej mamie również spodobał się ten pomysł. Obiecałam jej, że będę ją dosyć często odwiedzała. W końcu może poczuć się samotna. Ważne, ze wszystko zakończyło się dobrze. Mam nadzieje, że jutrzejszy dzień będzie wyglądał normalnie i nic sie nie stanie.